czwartek, 21 sierpnia 2008
:(
Zaczyna być źle. Warczę na wszystkich, nic mi sie nie chce. Nie moge sie doczekać, żeby siąść do kompa. Nie podoba mi sie to. Przyczynę rzecz jasna znam- M.! Ostanio wychodzi do pracy o 4 rano, a wraca o 23:) Masakra. Młody nie widuje go wcale, ja przez godzinę. Najgorsze jest to, że przeciez robi to dla nas, więc nie powinnam być zła. Nie potrafię. Emocje nie słuchają rozumu. Czuje się źle, "siedząc" w domu z dzieckiem, gdy on tyra. Boję się o jego zdrowie, no i relacje z synem. To chyba już za długo trwa. Ja z tych " głupich" (słowa mamy) jestem, co męża w domu potrzebują . Nie chodzi mi o pomoc w obowiazkach domowych( bez przesady), ale lubie jego obecność. Nawet wtedy, gdy nie gadamy i każdy zajmuje sie np. swoją ksiażką. Muszę koniecznie znaleźć prace.
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
zioła
Muszę znaleźć nowy sposób na życie. To bardzo trudne. Okazalo się,że skończyłam studia nikomu nie potrzebne, że moja specjalizacja jest psu na budę. Smutne. Do tej pory żyłam jeszcze złudzeniami,ze telefon zadzwoni, ale ile można? M. nie może charować od świtu do nocy, żeby utrzymać naszą trójkę. Na razie zapisałam sie na kurs komputerowy. Jest za darmo, bo Unia sypnęła groszem. Zobaczymy. Mam nadzieję, że sie czegoś nauczę. A jak kurs sie skończy zacznę znowu rozsyłać cv, tyle,ze już w inne miejsca. No właśnie. Coelho, kiedyś napisal, że jak czlowiek wejdzie na właściwą ścieżkę, to cały świat mu sprzyja... Wybierając studia byłam pewna,że to moja ścieżka, praktyki tylko mnie w tym utwierdzały, korki też. Co się więc stało? Dlaczego świat postanowił mi nie sprzyjać? Najgorsze,że nie potrafie sobie wyobrazić, że robię coś innego... M. nie chce sprzedawać ziemi, którą dostanie. Zostanę, więc rolnikiem... Na razie zastanawiamy się co zasadzić. Myślę o zolach i szukam na ten temat informacji. Ciekawe, czy uprawy ziemi da sie nauczyć z książek? :)
czwartek, 15 maja 2008
Zabawki
Powinnam mieć zakaz zaglądania na Allegro i chodzenia do sklepów z zabawkami. Nie mogę się im oprzeć. Wszystkie są takie ładne i niezbędne. No i jeszcze ten magiczny napis: Zabawka Edukacyjna. Zawsze wychodząc z takiego sklepu mam poczucie,że krzywdzę moje dziecko nie kupując mu szczeniaczka uczniaczka, czy krzesełka uczydełka. Dobrze,że M. ma więcej rozsądku... ceny tych zabawek są naprawdę duże od 100zł w górę. Jeszcze ostatnio piaskownicowa znajoma powiedziala mi,że jej synek do dwóch lat nie mówił, ale na drugie urodziny dostał gadającego laptopa i stał się cud! Mówi pełnymi zdaniami. Sama nie wiem, co o tym myśleć. Młody zabawkami interesuje sie mało. Ostanio wybrał sobie osobiście w sklepie rowerek i jest z niego zadowolony, ale reszta zabawek leży i zagraca mieszkanie. A może my mu po prostu złe zabawki kupujemy...
wtorek, 13 maja 2008
Radość
Od kilku dni noszę się z zamiarem spłodzenia tekstu o radości, ale to dość trudne w pochmurny dzień. Głównie dlatego,że ostatnio zdałam sobie sprawę, jak bardzo wpływa na mnie pogoda. Może,to banał, ale słońce dodaje mi energii i nastraja pozytywnie. Mam wrażenie,że urodzenie dziecka, jakoś zjednoczyło mnie z przyrodą. I nie chodzi nawet o to, że karmiąc piersią czuję się super samicą:) Po prostu w końcu regularnie wychodzę na spacery. Wcześniej jakoś nie zauważałam pierwszych oznak wiosny, nie słuchałam śpiewu ptaków o 2 nad ranem (K. się wtedy budzi). Zazwyczaj od maja do lipca siedziałam w książkach lub bawiłam się na juwenaliach, no byly jeszcze jakieś ogniskowe imprezki, ale one nie służyły podziwianiu przyrody:) Teraz wsadzam Młodego w wózek lub jego nowy pojazd i patrzymy sobie na świat, czasem obserwujemy ludzi, a czasem trawę ( wzależności od nastroju). Ostatnio radość sprawiają mi roślinki na parapecie:) posiałam bazylię i oregano i patrzę jak rosną. Słaby ze mnie ogrodnik, większość kwiatków uśmierciłam, więc teraz radość sprawia mi każdy listek:) Moją pasją stają się także relacje mojego dziecka z otoczeniem:) Wchodzę z nim do oswojonej piaskownicy i obserwuję. Zazwyczaj nikt nie jest mu potrzebny do szczęścia. Ma wiaderko i łopatkę oraz cel: zrobić babkę:) Ale czasem przyplącze się jakiś Maluch i zaczynają się bezsłowne rozmowy. Póki co jest pozytywnie nastawiony do dzieci, czasem aż za bardzo. Wszystkie chce głaskać i przytulać, już nie wspomnę o całowaniu:) Raz tylko miał dzień agresora, ale trafił na silniejszego chłopaka...
czwartek, 01 maja 2008
piaskownica
Dzisiaj po raz pierwszy mialam okazje obserwować "piaskownicowe" zachowania. Mały przełamał w końcu swój opór przed piachem. Nie było to miłe. Pomijam fakt,ze był cały wypaciany i ja też, ale... Wkurzają mnie te " wszystkowiedzące" babcie. " Niech mu pani nie pozwala siadać!, Chyba za ciepło go pani ubrała? Mówi coś? Od dawna chodzi?" Matko! milion pytań na sekunde. ?Uciekłam szybko z tego piaskowego koszmaru. Nie obyło sie bez strat. Zostaliśmy pozbawieni wiaderka. Nie będe sie bić z dzieckiem, a w tym przypadku "wszechwiedząca" nie reagowała. Może każda zabawka trafiająca do piachu jest wspólna?
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
szewski poniedziałek
Naprawdę mam szczerą nadzieję,że to nie prawda,że jaki poniedziałek, taki cały tydzień, bo nie ma co ukrywać, źle się zaczęło. Najpierw mega burza z M., później moi kochani uczniowie pomylili godziny korków, no i zderzyli się w drzwiach i jak wytłumaczyć/ kogo wybrać? wrrrr No i naturalnie leń jestem. Bo nie zdążyłam posprzątać, poprasować i syna wziąć na spacer, a moja mama zdążyła:( Teraz oni na spacerze, a ja z wyrzutami sumienia przed kompem. Dobrze,że kawa w domu, a przyjaciółka po drugiej stronie kabla:)
niedziela, 20 kwietnia 2008
TRACY HOGG
Jestem w trakcie czytania " Języka Dwulatka" i przyznam,ze duże wrazenie robi na mnie ta książka, choć póki co, trudno mi zastosować się do dawanych tam rad. Na pewno jednak pozwoliła mi ona spojrzeć inaczej na, niektóre rzeczy. Jak teraz coś robie, to staram się sobie wyobrazić, jak widzi to mój syn. Najgorszy eksperytment był chyba z jedzeniem, ale po kolei... Młodzik bywa niejadkiem, skutecznie nakarmić go potrafi tylko moja mama, ale metody, które stosuje najłagodniej można nazwać terrorystycznymi, sama byłam tak karmiona: wpychanie na siłe łyżeczki itd. wszystko rzecz jasna dla dobra dziecka. No i postanowiłam nakarmić moją mamę tak, jak karmi ona mojego syna. było to dla nas traumatyczne przeżycie, ale pożyteczne, Mały je do chwili, kiedy może, żadnego wpychania już nie ma. Z kolei głupotę powiedzenia: nic Cię nie bolało kochanie (gdy dziecko się przewróci) poznałam na własnej skórze. Byłam ostatnio u mojej ulubionej dentystki, która wszystko robi w znieczuleniu, tym razem jednak znieczulenie jeszcze nie zaczęło działać, a pani już w wierciła sie w mojego zęba. Zamiast przerwać od razu, gdy zaczęłam jęczeć, uraczyła mnie zdaniem: ależ nic nie boli, nic nie czujesz...
sobota, 15 marca 2008
Senniki
Dawno, dawno temu byłam bardzo przesądną osobą. Znałam swój horoskop z różnych gazet, potrafiłam nawet sama wróżyć z takich śmiesznych kart dodanych kiedyś do jakiejś gazety. Żeby było śmieszniej, moje wróżby często się sprawdzały, więc pewną sławę wśród znajomych posiadłam. Rzecz jasna o wróżbę zazwyczaj prosiły osoby, które poszukiwały miłości:) Minęło troche czasu, zakochałam się, wyszłam za mąż, urodziłam syna. Po drodze, niezauważalnie moje zamiłowanie do horoskopów minęło, a karty zostały wyrzucone przez okrutnego:) męża. Zostały jeszcze sny i tu niestety ze wstydem się przyznaje,że nie mogę się uwolnić od wiary w ich sekretne znaczenie. Kiedy śni mi się coś wyjątkowio intensywnego, plastycznego, to prześladuje mnie to potem przez cały dzień. Kiedyś miałam łatwiej, moja świętej pamięci babcia genialnie interpretowała sny, zawsze się sprawdzało. Teraz zostają mi senniki i za każdym razem sobie obiecuje,że już więcej do nich nie zajrzę, bo to głupoty straszne. No, ale dzisiaj znów zajrzałam i normalnie.... śnił mi sie zegar i wyszło,że to znaczy,że mój związek się rozpadnie (tfu, tfu). Tak wiem,że to śmieszne, ale będzie mnie prześladować dzień cały:( Biedny mój mąż, jak znam życie i siebie, bedę go obserwować, jak tkankę pod mikroskopem i każde jego słowo zostanie przeanalizowane:) Chyba zablokuje sobie dostęp do senników, bo paranoja puka do drzwi. Wierzycie w sny?
wtorek, 04 marca 2008
kreatywna mama:)
Wiem,że to żadne wielkie odkrycie, ale wydaje mi sie,że kiedyś matki miały łatwiej tzn. nie chodzi mi broń boże o jakieś tam codzienne życie, bo tu wiem, że w porównaniu z poprzednimi pokoleniami mamy luksus (pralki, pampersy itd) ale o wymagania jakie teraz stoją przed matkami. Czytając prase kobiecą i książki różne:) stworzyłam portret idealnej matki O to ona:) Przede wszystkim super matka jest piękna, razem z dzieckiem wykonuje ćwiczenia fizyczne (no bo nie może zaniedbywać dziecka ), chodzi do kosmetyczki i fryzjera i od pierwszego dnia ciąży wciera w swe cialo balsamy przeciw rozstępom. Super matka jest też wykształcona i spełniona zadowo, ciąża i urlop macierzyński służą jej do robienia nowych kursów, podnoszących jej kwalifikacje. Super matka już teraz ma zapisane dziecko do żłobka, przedszkola i podstawówki, no i naturalnie inwestujew różne fundusze by dziecku na studia zarobić. Ma też w jednym paluszku psychologie dziecka, zna język niemowląt, wie co oznacza każde ułożenie nóżki. I nie myślcie sobie,że ja krytykuje, ja bardzo bym chciała być taką super mamą, ale...Ja jeszcze osobiście takiej nie poznałam. Owszem wszystkie się starają dobić jakoś do tego ideału, ale póki co to dobijają się psychicznie,że takie nie są. Co do książek psychologicznych, to po przeczytaniu kilku doszłam do wniosku,że wiem,że nic nie wiem. Mimo to czytam nadal...Teraz mam zamiar pójśc na zajęcia z panią psycholog, która pokaże jak bawić się z dzieckiem...A moja mama na mnie patrzy i szeroko otwiera oczy ze zdumienia...
sobota, 01 marca 2008
|
|